Myślałam, że najgorsze mamy już za sobą, że ten koszmar niepewności o jutro, jaki przeżywaliśmy od trzech lat minie z chwilą spłacenia długów przez firmę M. Okazuje się jednak, że może być gorzej, bo wystarczyło pół roku, żeby dzięki biznesowym zdolnościom Pana L. zaczęło się znów spadanie w przepaść. Tylko, że teraz już nie ma już czego sprzedać...
Najgłupsze w tym wszystkim jest to, że żadna decyzja nie jest dobra. Sieć powiązań, zależności i uwarunkowań powoduje, że likwidując bagno zniszczą też coś, co działa. Ratując to, co działa pozwalają rozlewać się bagnu...
M. wygląda coraz gorzej. Przez całe lata tłumił stres w sobie, miałam nawet wrażenie, że problemy go mobilizują, że lubi tę adrenalinę, jaką dawały trudności i poplątania biznesu. Może kiedyś tak było, kiedy kopał kłopoty jak przydrożne kamienie i szedł dalej. Bo miał przed sobą wytyczoną drogę, wizję do zrealizowania. Teraz dotarł do ściany, przez którą musi się przegryźć zębami, albo przebić głową. I widzę, że nie ma na to sił ani chęci, bo wie, że za tą ścianą nie ma niczego, co byłoby warte takiego poświęcenia. Tak strasznie boli obserwowanie, jak niknie w nim jakakolwiek wiara, jak szarzeje i kurczy się w sobie. Nie śpi w nocy, przewraca się tylko z boku na bok. A ja nie śpię razem z nim.
Czy zdarzy się cud?
Leonard Cohen "Waiting for the miracle"
Bardzo trudno napisać Ci coś miłego, co jednocześnie nie będzie pustym frazesem...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że po tych "latach chudych" w końcu nadejdą dla Was tłuste.
Najważniejsze teraz to dawać sobie nawzajem wsparcie...
Mam podobne odczucia jak Pani M.... nie lubię pustych słów. Nie znam też sytuacji... dlatego też mogę jedynie wspomnieć o wsparciu.
OdpowiedzUsuńZe swojej strony wiem jedynie jak trudno patrzeć na tak umęczonego partnera... przechodziłam przez to. Wprawdzie powody były inne, ale jednak. Na szczęściu u nas na razie minęło.
Staram się też żyć według maksymy, że nic nie dzieje się przypadkiem... zawsze jest cel :) to mnie pociesza, dodaje sił i nadziei...
Trzymam za Was kciuki :)
P.S. Również lubię towarzystwo Wina :)
I bardzo Ci dziękuję za komplement!