wtorek, 4 września 2012

różnice nie do pogodzenia ...

Jako mężatka ze straszliwie długim stażem oko i ucho mam wyczulone na różne informacje o rozwodach. Głównie rozwodach celebryckich, bo te relacjonuje się nam na bieżąco i ze szczegółami. Ciekawe, że tak zwany zwykły człowiek nie obnosi się tak bardzo z faktem, że mu małżeństwo nie wyszło. Celebryta nawet jeśli się chwalić nie zamierza, to brukowce różnej maści zrobią to za niego. 

Wiele razy jako przyczynę rozpadu związku podaje się "różnice nie do pogodzenia". Zastanawia mnie wtedy cóż to były za różnice, czy były zawsze, czy objawiły się po latach, czy były przyczyną powolnego narastania obcości, czy może inna, ważniejsza przyczyna uwypukliła te różnice tak bardzo, że żyć się już razem nie dało. 

O co tu chodzi? Raczej nie o pojawienie się "tej trzeciej" czy "tego trzeciego", bo w takim przypadku złożenie papierów rozwodowych motywuje się wygaśnięciem miłości, zaniknięciem więzi itp. Zakochanie się w kimś innym trudno nazwać różnicą nie do pogodzenia, chociaż jak by nie patrzeć nowy obiekt miłość jest pewnie zupełnie inny niż partner dotychczasowy. Panowie przeżywający drugą młodość, zwykli zachwycać się szczególnie tą odmiennością. Nowa partnerka zazwyczaj bywa młodsza, szczuplejsza, bardziej rozszczebiotana i zachwycona swoim Misiaczkiem, Pieseczkiem, Bubulkiem itp. Nowa partnerka nie chrapie, nie sika, nie strzela focha, nie musi depilować nóg. Jest aniołem w ciele seksbomby. Do czasu oczywiście, ale ta wiedza przychodzi do Misiaczka, Pieseczka, Bubulka dopiero później. Bo przecież, gdy jesteśmy zauroczeni, gdy pożądanie przyćmiewa wszystko inne, to każda jest Aniołem. Nawet ja byłam, choć to było tak dawno, że trudno uwierzyć.

Czymże są więc owe różnice, że zmuszają do sięgnięcia po rozwiązanie ostateczne (no może nie całkiem ostateczne jednak)? Dlaczego nagle zaczynają uwierać tak mocno? Czemu są nie do pogodzenia? Czy dotyczą spraw ważnych i fundamentalnych - On chce mieć dzieci, Ona stawia na karierę, Ona jest za eutanazją i przerywaniem ciąży, on chce żyć w zgodzie z Dekalogiem...wcześniej o tym nie rozmawiali, czy każde liczyło, że to drugie się zmieni?
A może chodzi o drobiazgi, pierdoły zupełne, których najpierw zupełnie nie zauważają, które na początku być może ich śmieszą czy nawet rozczulają, by z czasem denerwować, drażnić, wkurzać... Aż wreszcie przychodzi dzień, że głupia niedokręcona tubka pasty do zębów powoduje, że Ona wybucha płaczem i wybiega z domu. A On pewnego dnia ma dość tego, że dzieli łóżko nie tylko z nią, ale i trzema kotami, które Ona kocha i traktuje jak dzieci. I On zrzuca te koty z kołdry i idzie z kołdrą na kanapę, bo czuje , że dłużej tego nie zniesie...

Nie zamykana klapa od sedesu, gniazdo orła przy łóżku, nogi na stole podczas seansu tv, wielogodzinne paplanie z przyjaciółka przez telefon, obiady za tłuste, za chude, brak obiadów, zbyt częste wyjścia z kolegami , mrukliwość, gadatliwość, pedantyczna czystość czy bałaganiarstwo... różnice nie do pogodzenia.

Kiedy stają się nie do zniesienia tak bardzo, że skreślamy z ich powodu wiele lat wspólnego życia?



Idealne tło muzyczne do takich rozmyślań :)))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

chętnie się dowiem, co o tym myślisz...